Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cassandra Clare. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cassandra Clare. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 września 2018

12. Cassandra Clare - Władca Cieni



Tytuł: Władca Cieni
Seria: Mroczne Intrygi
Autor: Cassandra Clare
Liczba stron: 848
Wydawnictwo: Mag

Czy oddałbyś bratnią duszę… za swoją prawdziwą duszę?
Życie Nocnego Łowcy to życie w pętach powinności. W więzach honoru. Świat Nocnego Łowcy to świat uroczystych przysiąg, a nie ma ślubów świętszych niż te łączące parabatai – wojowników-partnerów, którzy mają razem walczyć i razem ginąć, lecz nigdy, przenigdy nie wolno im się zakochać.
Emma Carstairs odkryła, że miłość odwzajemniona przez jej parabatai, Juliana Blackthorna, jest nie tylko zakazana, lecz także śmiertelnie niebezpieczna: może zniszczyć ich oboje. Wie, że powinna uciec od Juliana, lecz jakże miałaby to zrobić, gdy Blackthornom ze wszystkich stron zagrażają wrogowie?
Ich jedyną nadzieją jest Czarna Księga Umarłych, magiczny wolumin o ogromnej mocy. Wszyscy chcą ją dostać, ale tylko Blackthornowie są w stanie ją odnaleźć. Emma, jej najlepsza przyjaciółka Cristina oraz Mark i Julian Blackthornowie przybywają do Faerie – gdzie hulaszcze zabawy skrywają krwawe zagrożenie i żadnej obietnicy nie można ufać – by tam zawrzeć mroczny pakt z królową Jasnego Dworu. Tymczasem narastające napięcie między Nocnymi Łowcami i Podziemnymi doprowadziło do wyłonienia Kohorty, grupy ekstremistów wśród Nocnych Łowców, którzy domagają się wprowadzenia obowiązku rejestracji Podziemnych i „niewygodnych” Nefilim. Zrobią wszystko, co w ich mocy, by ujawnić tajemnice Juliana i przejąć władzę nad Instytutem w Los Angeles.
Kiedy Podziemni zwracają się przeciw Clave, pojawia się nowa groźba w postaci Władcy Cieni – króla Ciemnego Dworu, który wysyła swoich najlepszych wojowników z zadaniem wymordowania wszystkich, w których żyłach płynie krew Blackthornów, i przechwycenia Czarnej Księgi. Gdy mordercza pętla zaciska się wokół Juliana, ten opracowuje ryzykowny plan ratunkowy. Jego powodzenie zależy od współpracy z nieprzewidywalnym nieprzyjacielem. Sukces może jednak mieć swoją cenę, której ani on, ani Emma nawet sobie nie wyobrażają; krwawy rachunek, który – być może – przyjdzie zapłacić wszystkim, których kochają.



                     Nie macie pojęcia, jak długo czekałam na drugą część z serii Mrocznych Intryg. Moje uczucia po lekturze pierwszego tomu tworzyły tak niesamowity chaos, że zapanowanie nad nim było możliwe jedynie dzięki poznaniu dalszych losów bohaterów ze świata Nocnych Łowców. Niestety - oczekiwanie na Władcę Cieni nieco ostudziło mój entuzjazm, dlatego też kiedy tylko dopadłam książkę w sklepie i wróciłam do domu z zamiarem pogrążenia się w lekturze, dość szybko uświadomiłam sobie, że nie pamiętam za wiele z tego, co działo się w Pani Noc. W efekcie wszystkiego byłam zmuszona odłożyć na bok coś, na co czekałam tak niesamowicie długo, na rzecz przypomnienia sobie tego, co miało miejsce w pierwszej części cyklu pani Clare. Na szczęście od czasów dorwania w ręce Darów Anioła jestem bezapelacyjnie zakochana w tej konkretnej serii, toteż po raz kolejny pochłonęłam sporych rozmiarów tomisko w zaledwie kilka dni. Nie inaczej było z drugą częścią, od której nie mogłam się oderwać, nawet jeżeli nie wszystko było idealne. 
                     Wydarzenia po raz kolejny zostały umiejscowione w rodzinnym mieście rodziny Blackthornów. Naszych ulubionych bohaterów ponownie spotykamy już na pierwszych stronach, gdzie na miejscowym molo toczą zaciętą walkę z morskim potworem - jednym z wielu, które pojawiły się w okolicy tuż po tym, jak w odmętach oceanu zniknęło ciało Malcolma Fade'a. To właśnie te niepokojące wydarzenia doprowadziły do pojawienia się w Instytucie oddziału Centurionów, których głównym zadaniem było rozprawienie się z niebezpiecznymi istotami oraz odnalezienie zwłok niebezpiecznego czarownika, który zajmował się nekromancją. Wprowadzanie tak wielu postaci na raz nigdy nie należało do grona moich ulubionych zabiegów, zaś w tym konkretnym przypadku autorka naprawdę zaszalała. Zwłaszcza, gdy jednym z przybyłych do Los Angeles gości okazała się być Zara Dearborn, jak się potem okazało, narzeczona Idealnego Diego, co po raz kolejny wprowadziło spore zamieszanie do jego kiełkującej na nowo relacji z Cristiną. Na domiar złego wśród Nocnych Łowców uformowało się zgrupowanie promujące rejestrację wszystkich Podziemnych. Kolejnym problemem okazało się być również oskarżenie Kierana o morderstwo, o czym nasi bohaterowie zostają poinformowani przez wodza Dzikiego Polowania, który od samego początku wykazuje zainteresowanie Dianą. Nocni Łowcy, na czele z Julianem i Emmą, wyruszają zatem do niebezpiecznego świata faerie, skąd zamierzają uwolnić księcia. Na miejscu odkrywają jednak tajemniczą plagę, która wypala poszczególne fragmenty rozległych dolin, jednocześnie sprawiając, że magia Nocnych Łowców nie działa tam wcale. Naciski ze strony Ciemnego oraz Jasnego Dworcu doprowadzają młodych wojowników do momentu, w którym decydują się oni zaangażować się w najważniejszą rozgrywkę toczącą się w książce - pogoń za Czarną Księgą. 
                     Kontynuacja wydarzeń z poprzedniego tomu pozwala nam na nieco bliższe poznanie postaci Kita, który nie jest do końca przekonany o tym, czy aby na pewno powinien pozostać w Instytucie i podjąć się szkolenia na Nocnego Łowcę. Podejmuje nawet próbę ucieczki, jednak rozwijająca się relacja między nim, Ty'em a Livvy jasno pokazuje, że to właśnie bliźniaki stają się osobami bliskimi chłopięcemu sercu, które coraz chętniej rwie się do pomocy oraz wpadania w kłopoty. Mamy również do czynienia z Gwynem, wodzem Dzikiego Polowania, który wyraża coraz większe zainteresowanie Dianą. Dostajemy nieco szerszy obraz Kierana, ale także życia w świecie faerie, ich polityki oraz historii miłosnej Malcolma oraz łowczyni z rodu Blackthornów. Wszystko to powinno układać się w jedną, sensowną całość, jednak podczas czytania nieustannie miałam wrażenie, że czegoś brakowało - jednego, konkretnego bum, które sprawiłoby, że kolejne strony śledziłabym z zapartym tchem tak, jak miało to miejsce w przypadku poprzedniej części. 
                     Niestety - zamiast tego otrzymaliśmy masę nowych bohaterów, którym nie możemy przyjrzeć się z bliska z powodu dynamicznego rozwoju wydarzeń. Wiemy, że istnieje organizacja, o której bohaterowie nie boją się mówić jak o faszystowskiej. Niewątpliwie tego typu wątek mógłby się okazać strzałem w samo sedno, gdyby nie to, że w tym czasie Nocni Łowcy spotykają na swojej drodze tak wiele niebezpieczeństw i problemów, wobec których powinni byli się jednoczyć, nie zaś tworzyć między sobą małe podgrupki, z których najsilniejsza była gotowa doprowadzić do wybuchu kolejnej wojny między rasami. Niewiele wiemy również o samej Czarnej Księdze, która jest obiektem pożądanym przez władców faerie, co w jakimś stopniu spycha wątek jej poszukiwań na dalszy plan. Ogromnym zaskoczeniem była dla mnie również tajemnica skrywana przez Dianę, której kobieta strzegła przez tak długi okres czasu, a która dla mnie okazała się być czymś.. zupełnie niepotrzebnym. Nie w świecie Nocnych Łowców. Odniosłam wrażenie, że Clare chciała mocno zszokować czytelników i owszem - udało się to - ale mam wrażenie, że poszło to w zupełnie odmiennym kierunku od tego spodziewanego, w efekcie czego sama czułam zwyczajne zniesmaczenie. 
                     Dobrze uwypuklone zostały jednak relacje między bohaterami - przynajmniej częściowo. Zaszyci w dawnym domku Malcolma Emma oraz Julian musieli nieustannie walczyć z uczuciami, jakie względem siebie żywili. Podejmowane próby osłabienia ich magicznej więzi okazały się być jednak niewystarczające, dlatego też po raz kolejny pozwalali sobie oni na chwile słabości. I chociaż osobiście mam słabość do tego typu wątków - zakazana miłość skrywana przed światem, bo kto tego nie kupuje? - to jednak po lekturze miałam naprawdę spory niedosyt, którego wyjaśnić nie potrafię, ale który nadal istnieje. Z jednej strony lubię tego typu dramaty, zaś z drugiej chyba dużo lepiej poczułabym się, gdybym w końcu mogła poczytać o tym, jak kochankowie wyznają prawdę swoim najbliższym. Zamiast tego otrzymujemy niepotrzebne budowanie napięcia, tak, jak miało to miejsce chociażby w przypadku informacji o tym, że to Julian, nie zaś wuj Arthur, przez długie lata zajmował się prowadzeniem Instytutu. 
                     Dużo bardziej podobały mi się zatem sceny, w których występowali Kit, Ty oraz Livvy. Widać było, że ta trójka dobrze się ze sobą czuła, nawet jeżeli były to indywidualności całkowicie się od siebie różniące. Po raz kolejny rozczarowała mnie jednak postać Dru, na którą autorka chyba nie do końca ma jakikolwiek pomysł, ale niestety - takie właśnie są efekty prowadzenia kilkunastu bohaterów. Ktoś zawsze musi być poszkodowany.
                     Poszkodowana, według mnie, była zatem również Anabelle, po pojawieniu się której spodziewałam się zdecydowanie czegoś więcej. Wątek całkowicie mnie rozczarował, szczególnie, że to właśnie porozumienie się z przywróconą do życia łowczynią było jednym z głównych celów naszych bohaterów. Ulotne wykorzystanie jednego z młodszych członków rodziny było zabiegiem ciekawym, ale nie na tyle, bym nabrała do tej postaci jakiejkolwiek sympatii, zwłaszcza po wydarzeniach z ostatnich stron, kiedy to musieliśmy pożegnać jednego z Blackthornów. To niewątpliwie mogłoby być zaskoczeniem, nawet jeżeli dookoła panował całkowity chaos, którego pojawienie się niewiele miało wspólnego z logiką, jednak wybór ofiary, do której nawet ja nabrałam nieco większej przekonania, był ciosem prosto w serce. 
                     Książka zła sama w sobie nie była, nawet jeżeli niektóre dialogi czy wyrażenia pozostawiały sporo do życzenia, w efekcie czego niektóre linijki tekstu musiałam śledzić wielokrotnie, aby zrozumieć, co dokładnie się działo. Nie przepadam za nieustannym skakaniem po miejscach, dlatego też lawirowanie między domkiem Malcolma, Londynem a krainą Nocnych Łowców było dla mnie męczące prawie tak samo jak nieustanne powroty pierwotnych bohaterów z serii o Nefilim - Clary, Jace czy Magnus i Alec. Im więcej muszę o nich czytać, tym mocniej się do nich zniechęcam, a przecież autorce na pewno nie o to chodziło. Lektura nie pozostawiła mnie w całkowitym szoku, nie jestem tak podekscytowana jak byłam po pierwszym tomie, ale niewątpliwie czekam na kolejny, by poznać rozwój wydarzeń, nawet jeżeli te nie zawsze są spójne. 


P.

piątek, 13 lipca 2018

2. Cassandra Clare - Pani Noc


Tytuł: Pani Noc
Seria: Mroczne Intrygi 
Autor: Cassandra Clare
Liczba stron: 828
Wydawnictwo: Mag

Minęło pięć lat od wydarzeń przedstawionych w „Mieście Niebiańskiego Ognia”, po których Nocni Łowcy znaleźli się na skraju zagłady. Emma Carstairs nie jest już pogrążoną w żałobie dziewczynką, lecz młodą kobietą, która zamierza za wszelką cenę dowiedzieć się, kto zabił jej rodziców, i pomścić ich śmierć.
Wraz ze swoim parabatai, Julianem Blackthornem, musi się nauczyć ufać swojemu sercu i rozumowi, gdy odkrywa demoniczny spisek obejmujący zasięgiem całe Los Angeles, od Sunset Strip aż po morskie fale roztrzaskujące się na plażach Santa Monica. Gdyby jeszcze serce nie prowadziło jej na manowce…
Jakby mało było tych komplikacji, brat Juliana Mark – uprowadzony przez faerie przed pięcioma laty – zostaje teraz uwolniony w geście dobrej woli ze strony porywaczy. Faerie rozpaczliwie poszukują mordercy, który zbiera wśród nich krwawe żniwo – i w tych poszukiwaniach potrzebują pomocy Nocnych Łowców. Kłopot w tym, że w krainie faerie czas płynie inaczej i Mark nie tylko prawie się nie postarzał, ale na dodatek nie rozpoznaje nikogo ze swoich bliskich. Czy będzie w stanie naprawdę wrócić na łono rodziny? I czy faerie naprawdę na to pozwolą?
Oto rozdzierające serce wprowadzenie do nowej serii Cassandry Clare, „Mroczne Intrygi”, wciągająca gra pozorów, pełna magii i obfitująca w przygody Nocnych Łowców.

                    Po lekturze serii takich jak Dary Anioła czy Diabelskie Maszyny, do przeniesienia wydarzeń fabularnych do Los Angeles podchodziłam dość sceptycznie. Autorka od samego początku wybierała miejsca dość charakterystyczne, ale jednak mające swego rodzaju aurę tajemniczości, która idealnie wpasowała się w stworzony przez pisarkę klimat powieści - najpierw był to Nowy Jork, potem Londyn. Te dwa miasta niewątpliwie kojarzyły się z intrygami, tajemnicami oraz obecnością demonicznych stworzeń z innych wymiarów. Jako osobie zaznajomionej z poprzednimi dziełami, ciężko było mi się przestawić na wesołe, kolorowe, skąpane w słońcu LA. Prawdopodobnie ten sam problem miała osoba, która swoją przygodę z Nocnymi Łowcami rozpoczęła właśnie od tej konkretnej serii. Z drugiej jednak strony możemy się zastanawiać, czy nie był to zabieg celowy - dlaczego bowiem w takim mieście miałoby się dziać coś złego? Clare być może świadomie zestawiła ze sobą te dwa kontrastujące elementy - codzienne życie w słonecznym Los Angeles oraz problemy związane z siłami ciemności. Do mnie niestety to nie trafiło. Miałam spory problem z rozeznaniem się w kolejnych lokacjach, mimo iż autorka, w typowy dla siebie sposób, dość dokładnie rozmieściła wszystkie miejsca, decydując się na logiczne i treściwe opisy, z których można było wywnioskować naprawdę wiele. Podobne zabiegi stosowała w poprzednich książkach - rzeczywiste nazwy ulic, miejsc czy atmosfera panująca w danym mieście. W przypadku Nowego Jorku czy Londynu wyszło jej to naprawdę ciekawie, zaś w Mrocznych Intrygach miałam dziwne wrażenie, że miejsce fabuły istniało dla siebie, zaś bohaterowie dla siebie - zupełnie osobno. 
                    Powieść skonstruowana raczej klasycznie, a nawet charakterystycznie dla Clare. Zaskakuje, a może nawet przeraża sama grubość książki - blisko osiemset stron, nie wliczając epilogu oraz fragmentu kolejnego opowiadania. Osobiście jestem zwolenniczką książek grubszych, o ile te faktycznie są napisane w sposób ciekawy, bez niepotrzebnego, przysłowiowego lania wody. Niestety, w tym przypadku zdarza się to nadzwyczaj często, co dość mocno rzuca się w oczy, a może nawet przeszkadza. Mamy wiele scen, których zadaniem zdaje się być jedynie zapełnienie kilku kolejnych stron, a które jednocześnie nie wnoszą do historii niczego konkretnego. I chociaż mogą one być odbierane jako chwilowy odpoczynek od bieżących wydarzeń związanych z głównymi wątkami, to jednak zostały stworzone niezbyt ciekawie, czasami nawet wywołując irytację czytelnika. Osobiście po raz pierwszy uderzyły we mnie rozważania Arthura na temat rodzajów miłości. Z perspektywy dalszych wydarzeń czytelnik niewątpliwie może odszukać w tym jakąś wskazówkę, jednak w momencie czytania mamy jedynie niewielki zasób wiedzy oraz niespełna rozumu miłośnika filologii klasycznej, który z powodu chorób i wspomnień nie jest w stanie samodzielnie prowadzić Instytutu i wychowywać swoich bratanków. Nikt więc nie zastanawia się nad sensem wypowiedzi tego konkretnego bohatera, wszak przez wszystkich, włącznie z bohaterami, jest on postrzegany jako introwertyk, któremu nie należy przeszkadzać w pracy nad.. czymś. Bo tak - wszyscy są świadomi tego, że Arthur nieustannie pracuje, tyle tylko, że nie nad sprawami związanymi bezpośrednio z Nefilim, ale jednak nikt nie zauważył, że do tej pory to nastoletni Julian zajmował się tym, co było istotne dla rozwoju Instytutu w Los Angeles. Czy to przypadkiem nie zaburza konwencji dobrze znających się, wiedzących o sobie wszystko parabatai? Sam fakt stworzenia tajemnicy, z którą przez lata Julian musiał żyć w osamotnieniu, był pomysłem dobrym, jednak jego realizacja pozostawia naprawdę wiele do życzenia. 
                    Druga sprawa - rozpraszanie uwagi bohaterów. Clare niewątpliwie miała dobre chęci; budowanie napięcia próbowała przeplatać z momentami zabawnymi, których zadaniem miało być sprawienie, że na ustach czytelnika pojawiał się uśmiech. Niestety, to również się nie udało. Zastosowane przez nią rozwiązania niewątpliwie mogłyby się okazać skuteczne, gdyby książka była przeznaczona dla dzieci, a nie starszych czytelników, którzy bądź co bądź posiadają zdolność analizowania i zagłębienia się w lekturę. W tym przypadku w pamięci utkwiła mi scena, gdy na jaw wyszły problemy zdrowotne Arthura, dla którego Malcom przygotowywał lekarstwo w porozumieniu z Julianem. Jakim cudem odważna, rozwiązująca tajemnicę śmierci swoich rodziców Emma dała się rozproszyć czczym gadaniem o.. pizzy? Szczególnie w chwili, gdy chodziło o zdrowie i życie osoby, która należała do rodziny, której częścią bohaterka również się stała? Do wspomnianego wątku powracamy także pod koniec powieści, kiedy w Instytucie zjawia się Inkwizytor żądający wyjaśnień. Autorka ewidentnie pragnęła, aby postaciom wszelkie wybryki oraz śledztwo prowadzone bez konsultacji z Clave się upiekły. Udało się, ale dlaczego kosztem czytelnika? Osobiście załamywałam ręce w tego typu momentach, zwłaszcza, że w całej powieści ich nie brakuje.
                     Razi również brak konsekwencji w kwestii posiadanej przez Nocnych Łowców wiedzy. Poprzednie książki miały w sobie coś charakterystycznego, co ujmowało czytelnika - ewidentne, doskonale widoczne rozgraniczenie między światem ludzi a tym magicznym, gdzie nowa technologia nie miała racji bytu. Instytut w Los Angeles wyłamał się ze schematów; możemy czytać o tym, jak Nocni Łowcy podróżują samochodem, każdy z nich posiada telefon, a bliźniaki świetnie radzą sobie z obsługą komputera. Minęło pięć lat - w porządku. Najwidoczniej nawet Nefilim są skłonni do zmian oraz próbowania nowych rzeczy, jednak to ewidentnie kłóci się z brakami w wiedzy na temat rzeczy podstawowych - bohaterowie kojarzą takie kultowe postaci jak chociażby Kapitan Ameryka czy Sherlock Holmes, ale nie są pewni, czy istnieje coś takiego jak DNA, czy może jednak wymyślna nazwa DTR? Słowne przejęzyczenia oraz nieświadomie popełniane błędy chyba faktycznie miały być nieodłącznym elementem budowania humoru książki. Być może do połowy czytelników to trafiło, do mnie - niekoniecznie. Kąciki ust drgały mi jedynie w chwilach, kiedy brak zrozumiałej komunikacji zachodził między Markiem a innymi bohaterami, jednak w przypadku tej konkretnej postaci było to fabularnie uzasadnione, dzięki czemu nie zakrawało o absurd lub zwyczajną ignorancję. 
                    Wydarzeniom ewidentnie brakuje postaci pokroju Jace'a czy Willa z poprzednich serii. W Mrocznych Intrygach to właśnie Emmie przypadło w udziale bycie ironiczną, zabawną postacią, której pragnęli prawie wszyscy dookoła. Brzmi znajomo. Autorka nie rezygnowała z utartych, znanych już schematów. Osobiście jeszcze nigdy nie miałam tak mieszanych odczuć w stosunku do głównej bohaterki. Poznaliśmy ją już we wcześniejszych książkach, jednak jedynie jako postać poboczną. Dopiero w ,, Pani Noc '' mamy okazję przyjrzeć się jej bliżej, poznać historię i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Ostatecznie jednak wiemy o niej niewiele - nieustannie schodzi się i zrywa z ówczesnym chłopakiem, zaprzyjaźniła się z Cristiną, jest zakochana w swoim parabatai, a jej życiowym celem jest odnalezienie zabójcy rodziców. Kilka tych cech układa się w całkiem niezłą całość, jednak dla mnie postać Emmy jest taką, z którą naprawdę ciężko było mi się zidentyfikować. Była odważna, waleczna, posługiwała się bronią i potrafiła prowadzić walkę wręcz, jednak sceny walki czy treningów były jedynymi, kiedy nabierałam do niej prawdziwej sympatii. Ponadto zyskiwała ona w moich oczach jedynie za sprawą Juliana - swojego całkowitego przeciwieństwa i najlepszego przyjaciela. Jej parabatai, opiekun rodzeństwa, pełen tajemnic artysta, zawsze rozważny i odpowiedzialny, jednak skłonny do łamania zasad dla wyższego dobra. W oczach Emmy był idealny i w moich własnych chyba również. Nie przepadam za postaciami krystalicznymi, jednak z biegiem wydarzeń widzimy, że on wcale taki nie jest. Mimo to - nadal pozostaje, w moim odczuciu, kimś dużo bardziej interesującym niż jego ukochana. Razem tworzą jednak coś, czemu nie można nie kibicować. Motyw zakazanej miłości wydaje się być odgrzewanym kotletem, jednak i taki może być całkiem smaczny. W tym przypadku chodzi bowiem o uczucie rozwijające się na przestrzeni lat, które z czasem stało się czymś niezgodnym z prawem ze względu na odbyty przed laty rytuał parabatai. Tymczasowe rozwiązanie tego problemu oraz inicjatywa podjęta przez Emmę niewątpliwie sprawiły, że zyskała ona w moich oczach. Osobiście po cichu liczę, że ich udawany związek faktycznie przeistoczy się w coś prawdziwego, nawet jeżeli miałyby to być uczucia czysto przyjacielskie, bowiem w przypadku powracającego po latach do domu Nocnego Łowcy dostaliśmy zdecydowanie za dużo wątków romantycznych - związek z Kieranem, bliżej nieokreślone uczucia względem Cristiny oraz nieustanny flirt prowadzony właśnie z Emmą  Carstairs. 
                    Natłok postaci w Mrocznych Intrygach niewątpliwie przyprawia o zawroty głowy. Obecność licznego rodzeństwa Blackthornów wprowadza niemałe zamieszanie, jednak szybko można się z nimi zaznajomić. Obiektywnie rzecz ujmując właściwie wszyscy bohaterowie składają się z kilku charakterystycznych jedynie dla siebie cech, poprzez które można je kojarzyć w dalszych rozdziałach. Mark spędził kilka lat w Dzikim Polowaniu, zaś na przestrzeni wydarzeń próbuje na nowo przyzwyczaić się do życia Nowego Łowcy. Livvy i Ty to nierozłączne bliźnięta znające się na komputerach; ona pragnie połączyć się z bratem więziom parabatai, on skutecznie tego unika, zagłębiając się w kolejnych powieściach o Sherlocku. Dru trzyma się raczej na uboczu, ma problem ze stworzeniem zażyłej więzi z rodzeństwem ze względu na różnice wieku, a dodatkowo cierpi z powodu paru dodatkowych kilogramów. Najmłodszy z nich, Tavvy, jest oczkiem w głowie całej rodziny, miewa koszmary, a na sam koniec to właśnie on podsunął im rozwiązanie zagadki tajemniczych morderstw. Ciężko się zatem pogubić, skoro nikt, poza głównymi bohaterami, nie posiada bardziej rozbudowanego charakteru oraz wątków, zaś obecne zachowania rodzeństwa determinuje jedno wydarzenie z przeszłości - utrata rodziców. Z drugiej jednak strony to całkiem zrozumiałe - gdybyśmy chcieli zaprezentować rozterki i problemy całego rodzeństwa, książka musiałaby posiadać drugie osiemset stron. 
                    Wiodący wątek - tajemnicze morderstwa, nieznany kult oraz nowy, niezidentyfikowany pod względem tożsamości i motywów wróg - nie zawiódł mnie ani przez moment. Budowanie napięcia, zbieranie dowodów oraz stopniowe dochodzenie do rozwiązania i połączenia poszczególnych wątków wyszło tutaj naprawdę dobrze. Może nie była to intryga na miarę bestsellera, ale zakończenie niewątpliwie mogło zaskoczyć, co sprawia, że powieść, mimo wielu niedociągnięć i absurdów, była ciekawa. Styl pisania Clare może nie jest nadzwyczaj wybitny i literacki, ale za to ujmuje swoją prostotą. Szczególnie, że docelowym odbiorcą jest młodzież.
                   Lektura lekka, przyjemna, przeznaczona dla różnych typów odbiorców - jedna osoba może gdybać nad wątkiem kryminalnym i rozwiązaniem zagadki, inna skupi się na wątku romantycznym, w spokoju czekając na podanie zakończenia. Nie ma w tym niczego złego. Zwłaszcza, że, wbrew wszelkim pozorom, na pewne sprawy można przymknąć oko, dzięki czemu całość potrafi naprawdę porządnie wciągnąć. Osobiście wróciłam do tej pozycji po kilku latach. Za pierwszym razem byłam zachwycona, ale po upływie tego czasu tak naprawdę nawet nie pamiętałam, o co dokładnie chodziło. Z perspektywy tych kilku lat spojrzałam na nią pod nieco bardziej krytycznym kątem, jednak za jakiś czas na pewno po raz kolejny do niej wrócę. 


P.