Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richelle Mead. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richelle Mead. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 września 2018

10. Richelle Mead - Ostatnie Poświęcenie


Tytuł: Ostatnie Poświęcenie 
Seria: Akademia Wampirów
Autor: Richelle Mead
Liczba stron: 544
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Podejrzewałam, że ktoś mnie wrobił. W zbrodnię, której nie popełniłam. I nie chodziło o błahostkę, lecz o zabójstwo. Nie zrozumcie mnie źle. Zabijałam wiele razy. Złamałam niejedną zasadę (a nawet prawo). Z całą pewnością jednak nie byłam królobójczynią. 
Nigdy dotąd Rose nie miała takich kłopotów. Zawsze myślała, że zginie w walce. Tymczasem wygląda na to, że zostanie stracona i nie może liczyć na sprawiedliwy proces. Dla królobójczyni nikt nie ma litości… A burzliwa przeszłość dziewczyny świadczy przeciwko niej. Na szczęście Rose zostali jeszcze oddani przyjaciele, którzy muszą pomóc jej w ucieczce z więzienia, a także Dymitr. Czy po powrocie do świata żywych chłopak na nowo nauczy się kochać?


                    Ostatnie Poświęcenie to ostatni już tom z serii o przygodach młodej dampirki oraz jej najlepszej przyjaciółki. Jak już wspominałam wielokrotnie - zawsze bardzo chętnie powracam do tych książek, kiedy tylko mam nieco więcej wolnego czasu. Nie dbam ani o znajomość kolejnych wydarzeń, ani tym bardziej o to, że w końcu mogłyby mi się one znudzić. Mam wrażenie, że to jedna z tych serii, do których wraca się z przyjemnością oraz sentymentem, z której za każdym razem czytelnik może wyciągnąć nieco więcej szczegółów i informacji niż poprzednio. Oczywiście, nie jest to literatura przeznaczona dla wybrednych krytyków, jednak niewątpliwie lekkie pióro i młodzieńcze problemy w świecie wampirów są dobrym sposobem na spędzenie wolnego czasu i przeniesienie się na moment do innej, często niesamowicie skomplikowanej rzeczywistości, z której nie da się tak po prostu wyrwać. 
                    Nie inaczej było tym razem, kiedy to Rose, oskarżona o zabójstwo królowej Tatiany, została umieszczona w więziennej celi, z której ucieczkę zorganizowali dla niej najlepsi przyjaciele oraz rodzina. Mimo to - nadal była poszukiwana, dlatego też jak najszybsze oddalenie się od królewskiego dworu było jedyną szansą na przetrwanie. I to dosłownie, wszak karą za zabójstwo władcy nie było dożywotnie więzienie, ale śmierć. Gdy dampirka, której towarzyszył Dymitr oraz Sydney znana nam już z poprzednich części, ukrywają się i próbują poskładać poszczególne części zagadki, na dworze poruszana jest kwestia wyboru nowego władcy. Niespodziewanie jedną z kandydatek do objęcia tronu stała się Lissa, która miała prawo do przejścia wszystkich prób, nawet jeżeli nie mogłaby zostać koronowana, skoro nie posiadała jeszcze jednego członka swojej rodziny. Nawet w tym przypadku Mead nie pozwoliła nam na lekki niedosyt i rozczarowanie związane z księżniczką - na pomoc przybył przecież Viktor Daszkov, który posiadał informacje o nieślubnym dziecku Erica Dragomira - ojca Lissy. Dostaliśmy zatem wiele różnorodnych wątków - miłosny trójkąt, życie panny Karp po przemianie w strzygę i powrocie do swojej wampirzej postaci jako morojki, kłopoty z braćmi Daszkov i intrygi na królewskim dworze. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, tym razem autorka skupiła się na ostatniej kwestii. Polityka morojów została co prawda przedstawiona w sposób sensowny i jak najbardziej spójny, czytelnik dowiaduje się wiele o funkcjonowaniu świata wampirów poza murami szkoły a na dodatek poznaje kolejną społeczność, która żyje zupełnie inaczej niż znani nam bohaterowie, jednak porzucenie pozostałych wątków na rzecz rozbudowanych opisów wyborów, prób, ich zasad i koronacji nowego króla lub królowej okazało się być zabiegiem, który mnie osobiście nudził, dlatego też przez kolejne strony przebrnęłam z trudem. Nie przepadam za fabułami, które skupiają się wokół walki o władzę, zwłaszcza, jeżeli mam świadomość, że to wszystko i tak skończy się dobrze - bez względu na to czy czytam książkę po raz pierwszy, czy dziesiąty.
                    Względem bohaterów mam raczej mieszane uczucia; po raz kolejny mieliśmy okazję śledzić postać Sydney, która pojawia się zawsze wtedy, kiedy zapragnie tego zarówno autorka, jak i ojciec Rose. Ratując z opresji przyjaciół, bohaterka nie daje nam zbyt wielu okazji do tego, by dowiedzieć się czegoś więcej o niej, nad czym naprawdę mocno ubolewam. Początkowo sceptycznie podeszłam również do postaci Sonii Karp, która w poprzednich częściach była przedstawiana jako niezrównoważona morojka władająca mocą ducha i która z własnej woli przemieniła się w strzygę. I tak, jak przemianę Dymitra w dampira byłam w stanie zrozumieć, tak nie potrafię pojąć logiki, jaką kierowała się autorka, gdy Sonia również na nowo stała się morojem. W świecie, gdzie strzygi sieją spustoszenie, zaledwie garstka osób wie o możliwości przemieniany potwora w jego pierwotną postać i nikt nie próbował rozpowszechnić tych informacji? Rozumiem, że moc ducha była żywiołem niemalże wymarłym i zapomnianym, ale mam dziwne wrażenie, że w tym przypadku Mead poszła zwyczajnie na skróty. 
                    Niewątpliwie jednak na to, by o nim wspomnieć, zasługuje ten nieco zepchnięty na dalszy plan wątek romantyczny. Dymitr i Rose, okłamujący siebie nawzajem, starają się udawać, że absolutnie nic ich już nie łączy, zaś wspólna wyprawa nie może przywrócić tego, co utracili bezpowrotnie. Z biegiem wydarzeń jednak obydwoje przekonują się o tym, że uczucia nie zniknęły, zaś oni nadal posiadają tę wyjątkową więź, która sprawia, że są w stanie poświęcić dla siebie wszystko. Tym razem nie zabrakło jednak również wątku miłosnego trójkąta, w którym Hathaway staje przed trudnym wyborem mężczyzny, z którym chce zostać - czy będzie to pochodzący z bogatego, królewskiego rodu Adrian, który z wiecznie pijanego amanta stał się facetem pragnącym być wartym uczuć Rose, czy może jednak Dymitr, jej młodzieńcza miłość, pierwsza i cholernie emocjonalna, ale niewątpliwie jak najbardziej prawdziwa? Od kilku części mogliśmy obserwować przemianę uczuć młodej dampirki, która z wybuchowej nastolatki stawała się dojrzałą, dzielną kobietą gotową walczyć o miłość ukochanego. Niewątpliwie dojrzały również uczucia względem dawnego instruktora. Nie ma tu już miejsca na ukradkowe spojrzenia, dziecinne pretensje czy fantazje przyprawiające o rumieńce na policzkach, co naprawdę przypadło mi do gustu. Żal mi chyba jedynie Adriana, którego wewnętrzna przemiana również zrobiła na mnie spore wrażenie. 
                    Zakończenie było możliwe do przewidzenia. Chyba żaden autor nie zakończyłby książki przeznaczonej typowo dla młodzieży w sposób na tyle okrutny, by którykolwiek z głównych bohaterów pozostał nieszczęśliwy. Lissa jako królowa, której przyrodnią siostrę ostatecznie udało się odnaleźć, Rose oczyszczona ze wszystkich zarzutów, Dymitr bez poczucia winy i zdecydowany na to, by zostać ze swoją ukochaną oraz cała reszta bohaterów, którzy w końcu mogli odetchnąć z ulgą. Oczywiście nie obyło się bez ofiar, ale te - w perspektywie pozytywnych wydarzeń - nie były czymś bardzo przygnębiającym. Sam wątek zabójstwa królowej został rozwiązany, zaś ja nie czułam żalu związanego z tym, kto okazał się być mordercą. Ciężko tu mówić o tym, że wszyscy żyli długo i szczęśliwie, ale niewątpliwie zyskali nadzieję na nowe, lepsze jutro.
                    Jak podsumowałabym całą serię? Chyba sama nie potrafię znaleźć odpowiedniego słowa, adekwatnego do moich odczuć. Żywię względem tych książek ogromną słabość, przywiązałam się do bohaterów, przeżywałam wszystkie ich przygody oraz emocje, kibicowałam im w podejmowanych decyzjach i z jednej strony chciałam, aby wszystko skończyło się dobrze, zaś z drugiej.. chyba nie miałabym nic przeciwko, gdyby zakończenie smakowało nieco bardziej gorzkawo. Ostatecznie jednak mogę śmiało powiedzieć, że jestem całkowicie zakochana w Akademii Wampirów i jest to jedna z niewielu książek, w których narracja pierwszoosobowa nie gryzie mnie tak mocno jak ma to miejsce zazwyczaj - nawet ukochanych Igrzysk Śmierci nie darzę tak ogromną sympatią. Na pewno zatem za jakiś czas znów powrócę do Akademii św. Władimira, a na razie zabieram się za kolejne zalegające na półkach pozycje. 


P.

piątek, 7 września 2018

8. Richelle Mead - W mocy ducha


Tytuł: W mocy ducha
Seria: Akademia Wampirów
Autor: Richelle Mead
Liczba stron: 488
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 



Po straceńczej wyprawie na Syberię Rosę Hathaway wróciła do domu, do Akademii Świętego Władimira. Czekają ją końcowe egzaminy i życie poza bezpiecznymi murami szkoły. Tego od zawsze pragnęła, ale trudno jej się cieszyć ze świadomością, że on gdzieś tam jest. Dymitr, którego niegdyś kochała i którego nie zdołała zabić. Dziewczyna nie może też zapomnieć, że istnieje sposób, by pomóc ukochanemu. Jednak wiąże się on z podjęciem straszliwego ryzyka.

Czy za miłość warto zapłacić każdą cenę?



                    Kolejna część z serii o przygodach dampirki Rose oraz jej przyjaciółki Lissy nie rozczarowała, ale jednocześnie ciężko mówić w tym przypadku o jakichkolwiek fajerwerkach, wszak wiele wydarzeń uważnie śledzący poszczególne rozdziały czytelnik może dość łatwo przewidzieć, co w jakimś stopniu odbiera radość z kartkowania kolejnych stron. Niestety - sam opis tego konkretnego tomu skutecznie nakierowuje odbiorcę na pewien tor, z którego łatwo możemy wywnioskować, że tuż po zakończeniu szkoły Rose będzie borykać się z problemami, których nie rozwiązała podczas pobytu w Rosji, gdzie jej głównym zamiarem było odnalezienie Dymitra i zabicie go, co, jak się okazało już na samym początku, nie zostało zrealizowane w sposób skuteczny. 
                    Rose powróciła do Akademii Świętego Władimira w celu ukończenia szkoły, zdania końcowych egzaminów i odebrania dyplomu, które dawały jej prawo do stania się prawdziwą strażniczką. Kilka pierwszych stron tej części Mead poświęciła właśnie opisowi przygotowań do tego wielkiego dnia oraz samemu przebiegowi egzaminu, w którym - chyba nikt nie jest zaskoczony - Rose poradziła sobie najlepiej ze wszystkich, tym samym dając niezłe widowisko wszystkim zebranym gościom. Moje mieszane uczucia względem tej bohaterki nie mogłyby zatem pozostać bez echa, skoro autorka po raz kolejny daje czytelnikom do zrozumienia, z jak niesamowitą postacią mamy do czynienia i jak ogromnym talentem dysponuje panna Hathaway. Niestety, czytanie po raz kolejny o jej wielkich wyczynach oraz tym, jak świetnie radzi sobie w każdej sytuacji, stało się dla mnie męczące już po pierwszej, góra po drugiej książce. Zawsze doceniałam bohaterki silne, samodzielne i takie, które potrafiły radzić sobie w wielu sytuacjach, jednak posiadały wady, które ładnie uzupełniały się z pozostałymi cechami. Oczywiście Rose również posiada sporą rozbieżność charakteru, jednak Mead ewidentnie przychyla się w kierunku tej pozytywnej strony, gdzie dampirka bryluje swoimi umiejętnościami w walce. Osobiście miałam dość czytania o tym, jak cudownie Rose sobie radzi i z jak ogromnym szacunkiem spoglądają na nią wszyscy dookoła. Chociaż owy egzamin miał zaważyć na jej przyszłym życiu oraz przydziale moroja, nad którym miała sprawować opiekę, nie miałabym nic przeciwko, gdyby przejście toru przeszkód wypadło tym razem średnio, może nawet słabo, w efekcie czego sprawa przydziału do Lissy zostałaby nierozstrzygnięta. 

                    Odebranie dyplomów łączyło się zatem z opuszczeniem murów akademii w stanie Montana; nad tym ubolewam najbardziej. Chociaż poprzednia część obfitowała w wiele opisów rosyjskiej kultury, krajobrazów oraz klimatu panującego na mroźnej Syberii, to jednak nigdy nie przepadałam za sposobem, w jaki Mead przedstawiała kwestie podróży czy zmian otoczenia. Niestety - w tej części mamy tego całkiem sporo, bowiem po opuszczeniu szkoły Rose z przyjaciółmi udała się na królewski dwór, zaś potem w szaleńczą wyprawę, której celem było uzyskanie informacji o możliwości przywrócenia Dymitra do postaci dampira. Mamy zatem Alaskę, Vegas, a na sam koniec ponownie królewski dwór. Mam względem tego mieszane uczucia, jednak staram się przymknąć na to oko - czymś bezsensownym byłoby przecież nieustanne zamknięcie postaci w budynku szkoły, chociaż niewątpliwie autorka od pewnego czasu skutecznie mknęła ku zamknięciu wszystkich kwestii związanych z Akademią, przez co czytelnicy dostawali nieco więcej informacji o samym świecie morojów oraz dampirów, ich hierarchii, sposobie rządzenia i całej masie innych spraw, które często zahaczały o politykę. Do mnie niestety nie trafiło to tak, jak powinno - mam wrażenie, że w tym przypadku pewne wątki, jak chociażby Dymitr pod postacią strzygi, powinny zostać zamknięte już w poprzedniej części. Może nawet ta mogłaby się stać ostatnią? Z całą pewnością wszyscy czuliby niedosyt, gdyby Rose faktycznie go zabiła, po czym wróciła do szkoły i zdała egzaminy, jednak stało się inaczej, w efekcie czego otrzymujemy dość mocno rozwleczoną historię, poruszone kolejne wątki oraz takie, które w żaden sposób nie są interesujące.

                    Nie brakuje również absurdów pokroju grupki nastolatków, którzy włamują się do najlepiej - przynajmniej pozornie - strzeżonego więzienia w świecie morojów, z którego uwalniają jednego z najgroźniejszych przestępców, przeciw któremu sami zeznawali w procesie. Rozumiem zamysł, jednak wydarzenia bezpośrednio związane z Wiktorem skutecznie popsuły w moich oczach obraz Rose, która do tej pory zawsze rezygnowała ze wszystkiego na rzecz morojów, zaś obecnie przeszła swego rodzaju przemianę, w efekcie której jest gotowa zrezygnować ze wszystkiego i zaryzykować, by uzyskać informacje o czymś cholernie niepewnym. Samolubne podejście nijak pasuje do bohaterki, która od samego początku była przedstawiana jako wierna, oddana przyjaciółka i strażniczka, której od dziecka wpajano zasady z serii ,, oni - moroje - są najważniejsi ''. Nie inaczej jest w przypadku Lissy, której, jak wiadomo, nie darzę ogromnymi pokładami sympatii. W tej części to nie uległo zmianie, zważywszy na fakt, że Mead po raz kolejny próbuje nas przekonać o jej dobrym sercu i łagodnym usposobieniu. Niestety, natłok bohaterów, których przybywa jedynie po to, by zaraz potem mogli zginąć, uniemożliwia skupienie się na niegdyś istotnych postaciach - mam wrażenie, że Adrian został sprowadzony jedynie do roli nowego chłopaka Rose, który mógł odwiedzać jej sny i pomagać w kryzysowych sytuacjach, zaś Christian stał się dawnym kochankiem księżniczki Lissy, ubolewającym nad ich rozstaniem i snującym się nieustannie po pałacowych korytarzach. Ubolewam nad tym nieustannie, bowiem im bardziej zagłębiam się w tę serię, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że męscy bohaterowie są dużo ciekawiej skontrułowani i mają do powiedzenia historie dużo ciekawsze niż ich partnerki czy koleżanki. 

                    Jak już wspomniałam - samo zakończenie nie było zaskakujące. Przynajmniej połowicznie - kiedy na jaw wyszły informacje o sposobie na odmianę strzygi, byłam pewna, że to właśnie Lissie przypadnie w udziale uratowanie duszy Dymitra. Nie spodziewałam się jedynie konsekwencji z tym związanych; dawny strażnik stał się nagle oddany jedynie księżniczce, w efekcie czego odrzucił uczucia Rose. To było ciekawe, ale jednocześnie mocno krzywdzące dla postaci, która zrobiła dla niego tak wiele. Oczywiście, to problem potrzebny do dalszego rozwoju akcji, by w kolejnej części ona i Bielikov mogli się na nowo odnaleźć, jednak ja czułam swego rodzaju niesmak związany z tym, że to znowu Lissa została postawiona na piedestale wszystkiego. Najwidoczniej jednak tak już musi być - ku mojemu osobistemu niezadowoleniu.
                    Ta część zdecydowanie nie należy do moich ulubionych - właściwie mam nieodparte wrażenie, że im mniej wydarzeń dzieje się w Akademii, tym mniej podobają mi się rozgrywane wydarzenia. W szkole imienia Świętego Władimira Mead potrafiła stworzyć niezapomniany nastrój, do którego chciało się wracać a od którego nie można było się oderwać, chcąc poznać kolejne linijki tekstu. To jednak zatarło się wraz z opuszczeniem szkoły przez Rose, zaś jej powrót z Rosji był tak niesamowicie krótki, iż nie sposób było się na nowo wczuć. Z jednej strony cieszę się, że czeka na mnie jeszcze jedna część, zaś z drugiej, jak już wspomniałam kilka akapitów wcześniej, nie mogę pozbyć się przekonania, że to właśnie Przysięga Krwi i definitywna śmierć Dymitra mogłyby ładnie zamknąć całą fabułę książki. 

P. 


środa, 29 sierpnia 2018

7. Richelle Mead - Przysięga Krwi



Tytuł: Przysięga Krwi 
Seria: Akademia Wampirów 
Autor: Richelle Mead
Liczba stron:488
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Są dni, kiedy budzę się z nadzieją, że wszystko, co ostatnio zaszło, to tylko sen. Jestem Śpiącą Królewną, a koszmar, jaki przeżywam, lada moment się rozwieje i będę mogła poślubić ukochanego księcia, a potem żyć z nim długo i szczęśliwie.
Tymczasem nic w mojej najbliższej przyszłości nie zapowiada szczęśliwego zakończenia. Książę? Cóż, to długa historia. Mężczyzna, którego kochałam, przemienił się w wampira, a dokładnie w strzygę. Niedawny atak na Akademię Świętego Władimira zatrząsł całym światem morojów. Wielu zginęło. Ale los niektórych uprowadzonych okazał się gorszy niż śmierć…Szyję Rose zdobi teraz tatuaż doświadczonej zabójczyni strzyg. Ona myśli jednak tylko o Dymitrze Bielikowie. Musi zawędrować na koniec świata, żeby go odnaleźć i dotrzymać złożonej mu przysięgi. Nie wie jednak, czy ukochany nadal pragnie, by go ocaliła…Czy znajdzie w sobie siłę, by zabić Dymitra? A może poświęci samą siebie w imię wiecznej miłości? Jak pod jej nieobecność poradzi sobie Lissa? 

                    Wydarzenia, jakimi zakończyła się poprzednia część serii, były idealnym otwarciem dla kolejnej - to nie podlegało żadnym wątpliwościom. Tym razem autorka również zdecydowała się na podzielenie miejsc wydarzeń na dwie odległe od siebie lokacje, które nadal obserwujemy z perspektywy głównej bohaterki.
                   Rose, zdeterminowana do tego, by spełnić obietnicę daną Dymitrowi, pragnie odszukać kochanka przemienionego wbrew jego woli w strzygę - krwiożerczą bestię, która, nie posiadając duszy, nie przejawia żadnych cech, które przypominałyby o dawnym uczuciu; przynajmniej w to chce wierzyć młoda dampirka, która po opuszczeniu Akademii Świętego Władimira udała się w samotną podróż, której celem ma być odnalezienie i zabicie ukochanego. Szczerze wierzy, że rodzinne strony dawnego strażnika, mroźna i groźna w wyobrażeniach wszystkich ludzi Syberia, będzie miejscem ich ostatecznego starcia, w którym jedno z nich będzie musiało pożegnać się z życiem - na zawsze. Początkowo jednak nic nie zwiastuje powodzenia tej misji. Codzienne zwiedzanie największych rosyjskich miast przeplatało się z nocnym polowaniem, którym Rose zwróciła na siebie uwagę alchemików - osób posiadających wiedzę na temat świata wampirów i zrzeszonych do tego, by ukrywać ten fakt przed ludźmi. Sydney, mimo początkowej niechęci, a jednocześnie poprzez rozkazy idące z góry, zdecydowała się towarzyszyć Rose w dalszej podróży i pomóc odnaleźć jej niewielkie miasteczko gdzieś na południu mroźnej krainy, gdzie istniała jedna z wielu społeczności wampirów, wśród której wychowywał się Dymitr. Ostatecznie, dzięki wsparciu tajemniczego moroja, dziewczynom udaje się dotrzeć prosto do rodzinnego domu dawnego strażnika.
                   Tam mamy okazję poznać jego rodzinę oraz okolicę tak bliską jego sercu, do której zawsze powracał myślami i bardzo ciepłymi słowami. Poznajemy jego matkę, trzy siostry, a także ich dzieci oraz seniorkę rodu, wspomnianą przez niego wcześniej babkę, która wyglądem przypominała prawdziwą wiedźmę. Szczerze mówiąc nigdy nie przepadałam za sielankowymi obrazami przedstawianymi w książkach. Tym razem Rose zostaje ciepło przyjęta przez wszystkich członków rodziny, którym przekazuje wiadomości o tym, co wydarzyło się podczas napadu na Akademię. Co więcej - wszyscy dość szybko orientują się w stosunkach, jakie łączyły młodą dampirkę z Dymitrem. Nikt nie zwraca uwagi na różnicę wieku czy zawodowe zażyłości. Rose była traktowana niczym wdowa po zmarłym tragicznie mężu - otrzymała wsparcie, rodzinne ciepło, miłość i, przede wszystkim, zrozumienie, których brakowało jej w ostatnim czasie ze strony najbliższych osób w szkole. Nie byłam tym zachwycona, ale jednocześnie nie czułam zażenowania czy przesady; myślę, że był to raczej nudniejszy, bardziej spokojny fragment książki, ale z perspektywy dalszych wydarzeń - podobał mi się on dużo bardziej niż to, co działo się później, kiedy Rose udała się do większego miasta i tam została odnaleziona przez Dymitra, który uwięził się w rezydencji swojej dawnej trenerki, która również przemieniła się w strzygę. 
                   Od tego konkretnego momentu książka bardzo straciła na wartości. Nie spodziewałam się fajerwerków, walki na śmierć i życie, ale jednocześnie to, co podsunęła czytelnikom Mead było.. kiepskie. Nie umiem inaczej tego określić. Do tej pory strzygi były przedstawiane jako bezwzględne, stanowcze, skupione na zabijaniu. Zamiast tego otrzymujemy jednak Dymitra z przebłyskami dawnego siebie, który próbuje nakłonić Rose do poświęcenia swojej duszy na rzecz nieśmiertelnego życia z nim u boku. Jakby tego było mało - nieustannie podsuwa jej pod nos drogocenne prezenty pokroju biżuterii i ubrań, dokarmia ją pizzą i kanapkami, a na sam koniec uzależnia od swoich ugryzień. Śledziłam te wydarzenia, ciekawa rozwiązania całej sprawy, ale jednocześnie nie umiałam pozbyć się dziwnego uczucia zażenowania. Rozumiem, że to książka dla młodzieży, ale w niektórych momentach autorka idzie na tak cholernie słabą łatwiznę, że chce mi się nad tym płakać. Naprawdę, wolałabym dostać opowieść o połowę krótszą, ale bez takich absurdalnych momentów, nawet jeżeli miały one jakąś gruntowną podstawę ze względu na relację, jaka niegdyś łączyła Rose i Dymitra. Wszystko w tej rezydencji było doskonałe, piękne i nowoczesne, a jednak osłabionej wampirzycy udaje się wykiwać dwie strzygi, a na sam koniec uciec w środku nocy przez labirynt z żywopłotu, przez który nie znała drogi, zaś Dymitr, co prawda osłabiony po walce ze swoimi przeciwnikami, odnalazł ją dopiero po czasochłonnym pościgu. Opisy były niesamowicie chaotyczne, szczególnie podczas ostatecznego starcia na moście, kiedy tak naprawdę nie nadążałam za tym, co w ogóle się działo - kto wchodził do góry, kto schodził na dół, kiedy trafiano na wodę i kto do niej wszedł. Szczerze? Nie umiem sobie wyobrazić nawet tego momentu, w którym Rose rozprawia się z mężczyzną i pozwala mu spaść do rzeki płynącej pod nimi. Nie umiem i chyba nawet nie chcę, bo byłam już tak zmęczona tą konkretną lekturą, że chciałam jak najszybciej się od tego uwolnić. 
                   W międzyczasie, na domiar złego, otrzymaliśmy informacje o tym, co działo się u Lissy, której zachowanie pod wpływem nowej znajomej pozostawiało wiele do życzenia. Nieustanne zabawy, brak szacunku do panujących zasad oraz ogólne, niekoniecznie sympatyczne nastawienie, do którego zostaliśmy przyzwyczajeni. Oczywiście, pachniało podstępem od samego początku, ale osobiście nie skupiałam się na tych fragmentach tak mocno z prostej przyczyny - nie były istotne dla rozwoju fabuły. Mead zdecydowała się na to chyba tylko po to, by zapełnić czymś kilka stron, a na sam koniec dać Lissie i Rose okazję do tego, aby się pogodziły. Na mnie niestety nie zrobiło to żadnego wrażenia, a wręcz znudziło mnie to, z czym musiała borykać się Dragomirówna. Być może jestem nieobiektywna ze względu na niechęć do tej konkretnej postaci, ale nie umiem się do niej przekonać, skoro najlepszą częścią tej bohaterki jest związek z Christianem, który doskonale radzi sobie bez eskorty ukochanej morojki. 



P.

piątek, 3 sierpnia 2018

6. Richelle Mead - Pocałunek Cienia



Tytuł: Pocałunek Cienia
Seria: Akademia Wampirów
Autor: Richelle Mead
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 

Moroje mają zdolności magiczne. Zwykle specjalizują się w jednym z czterech żywiołów - wykorzystują wodę, ogień, powietrze lub ziemię. Lissa stanowiła wyjątek. Pracowała z piątym żywiołem - ducha, o którego istnieniu mało kto słyszał. Moja przyjaciółka posiadała dar uzdrawiania, a nawet wskrzeszania zmarłych. To dzięki niemu nawiązała się między nami szczególna psychiczna więź. Zostałam z nią połączona, nosiłam "pocałunek cienia".

Od czasu, kiedy Rose pokonała w walce strzygi, dręczą ją ponure myśli. Zaczyna widzieć duchy, które ostrzegają przed złem, jakie gromadzi się coraz bliżej bram Akademii. Dziewczynie coraz trudniej tłumić uczucia do Dymitra. Wie, że nie wolno jej pokochać innego strażnika. Ale czasem trzeba łamać reguły… Gdy zaprzysiężony wróg Lissy i Rose, Wiktor Daszkow, stanie przed sądem, napięcie w arystokratycznych wampirzych kręgach sięgnie zenitu. W straszliwej bitwie Rose będzie musiała wybierać między życiem, miłością oraz dwiema najbliższymi osobami… Czy jej decyzja oznacza ratunek tylko dla jednej z nich? 



                   Towarzyszące mi rozczarowanie związane z lekturą drugiej części serii Akademia Wampirów - W szponach mrozu - nie przeszkodziło w sięgnięciu po kolejną książkę z cyklu historii o dampirce Rose oraz jej najlepszej przyjaciółce, księżniczce morojce Lissie. 

Nie podchodziłam do książki sceptycznie. Mam wrażenie, że do literatury młodzieżowej należy podchodzić z przymrużeniem oka, które pozwalała cieszyć się każdą kolejną stroną, nie zaś ze sceptycyzmem, jaki odbiera całą radość z czytania. Nie inaczej było w przypadku tej konkretnej książki, której narracja nieustannie przyprawia mnie o zawroty głowy. Ostatecznie jednak można się przyzwyczaić nawet do tego, że autorka relacjonuje wydarzenia właśnie z perspektywy głównej bohaterki, która w oczach czytelnika jaki się jako zabawna, nieustraszona i piękna dla otoczenia, w którym prym wiodą szczupłe, wysokie morojki. Na szczęście tym razem Richelle Mead zrezygnowała ze stworzenia kilku stronniczego prologu w formie monologu Rosa, która miałaby nam przypomnieć, co działo się w dwóch poprzednich częściach. Ostatnim razem to kompletnie nie wyszło, a mnie osobiście wprawiło w poczucie, jak gdyby autorka sama nie wierzyła we własne umiejętności przedstawiania informacji na tyle sensownie, by zrezygnować z konieczności ich nieustannego powtarzania. Oczywiście na przestrzeni tych czterystu stron - zauważyłam, że każda kolejna książka jest grubsza od poprzedniej; nie wiem tylko, czy to dobrze dla serii, czy niekoniecznie - ten schemat jest możliwy do wychwycenia. Nieustannie dostajemy informacje o tym, jak prezentuje się hierarchia wśród wampirów, czym dokładnie charakteryzuje się żywioł ducha, którym włada Lissa, a także jakie istnieją różnice pomiędzy poszczególnymi odmianami stworzeń nocy, które Mead sprytnie podzieliła na morojów, dampirów oraz krwiożercze strzygi. Za to nieustannie ma u mnie duży plus, ponieważ nie spotkałam się jeszcze w tej konkretnej literaturze - o wampirach - z takim rozłamem, w którym jedna rasa lub kilka jej odmian walczą między sobą. Zawsze były to przecież znajome z popkultury wiedźmy czy szalejące w pełni wilkołaki. 
                   Tym razem wracamy do Akademii, gdzie Rose, jak i reszta uczniów, zmagają się ze skutkami zimowej wyprawy na stok narciarski, gdzie w pobliskim miasteczku doszło do konfrontacji ze strzygami. W potyczce zginął przyjaciel i niedoszły ukochany dampirzycy - szkolący się na strażnika Mason - co odbiło się mocno na stanie psychicznym głównej bohaterki, a czego skutki możemy obserwować wraz z rozwojem wydarzeń. Autorka przyzwyczaiła nas jednak do tego, że niczego nie wprowadza do swoich historii przypadkowo, toteż możemy być pewni, że raz pojawiający się motyw albo będzie powracał co jakiś czas, albo zostanie wykorzystany w przyszłości jako wskazówka, której czytelnik w pierwszym momencie może nie zarejestrować. Dodatkowo w szkole rozpoczynają się ćwiczenia polowe - dampiry, które mają w przyszłości objąć stanowiska strażników morojów - zostają zwolnieni z zajęć lekcyjnych, a ich obowiązkiem jest strzec kolegów przed wyreżyserowanymi atakami wykładowców. Przez większą część Pocałunku Cienia obserwujemy zatem zmagania poszczególnych osób z tym konkretnym zadaniem, całą uwagę skupiając przede wszystkim na Rose, której przypadła opieka nad Christianem Ozerą, nie zaś, jak wszyscy przypuszczali, nad najlepszą przyjaciółką, którą zaopiekował się torturowany w poprzedniej części przez strzygi Eddie. W międzyczasie powraca również uwielbiany przez czytelniczki Adrian, którego zainteresowanie Rose oraz Lissą nieustannie wzrasta, co prowadzi do zaostrzenia się konfliktu z ukochanym morojki. 
                   Dodatkowo niczym bumerang powraca kwestia Wiktora Daszkowa - moroja i pretendenta do królewskiego tronu, który w pierwszej części chciał wykorzystać umiejętności Lissy do uleczenia własnej choroby. Oczekujący na proces przestępca jest skłonny posunąć się nawet do szantażu i wyznania przed sądem prawdy o uczuciach, jakie łączą nieletnią Rose z jej instruktorem. Ostatecznie zostaje on skazany na dożywotnie więzienie, ale posiadana przez niego wiedza nie daje spokoju dampirzycy - to samo w sobie również daje sporo do myślenia, nawet jeżeli na rozwiązanie tej zagadki musimy odrobinę zaczekać. 
W moim własnym odczuciu ta książka rekompensuje nam wszystko, czego zabrakło w poprzedniej części - nie czytamy o możliwościach walki z coraz śmielej poczynającymi sobie strzygami, ale obserwujemy wartką, szybko idącą do przodu akcję, przy której nie można się nudzić. Zwłaszcza, kiedy główna bohaterka boryka się ze zjawami pojawiającymi się w najmniej odpowiednich momentach. Szczerze? Nie miałam pojęcia, co autorka mogłaby tu upchnąć po tak słabej części, jaką było W szponach mrozu, ale zostałam miło zaskoczona. Mamy kwestię duchów, proces Wiktora, treningi Lissy i Adriana, którzy doskonalą swoje umiejętności w panowaniu nad żywiołem ducha, nieustannie rozwijającą się relację Rose oraz Dymitra, a na sam koniec walkę o życie morojów, dampirów i wszystkich osób przebywających na zaatakowanym przez strzygi terenie szkoły. Jakby tego było mało - na sam koniec dostajemy akcję ratunkową, w wyniku której tracimy jednego z głównych, prawdopodobnie uwielbianego przez wszystkie czytelniczki bohatera, co skutkuje dramatyczną decyzją w wykonaniu Hathaway, która wraz z ukończeniem osiemnastu lat rezygnuje z dalszej nauki i opuszcza mury akademii, tym samym rozstając się z długoletnią przyjaciółką. 
                   Wszystko znowu było na swoim miejscu, zaś Mead po raz kolejny pokazała poziom rozwiązywania wątków, do którego przyzwyczaiła nas w pierwszej części. Zagrało to idealnie, poza jednym, dość istotnym szczegółem - niech ktoś dopadnie tę cholerną Lissę. Wiem, opinia dość subiektywna, niekoniecznie na miejscu, ale najzwyczajniej w świecie nie umiem się przekonać do tej bohaterki. Nie tak w pełni, jak miało to miejsce chociażby w przypadku Christiana, którego pokochałam od momentu pierwszego pojawienia się i nie tak połowicznie, kiedy chodzi o Rose, którą w jednej chwili uwielbiam, a w drugim mam ochotę zrobić jej krzywdę. W przypadku Lissy towarzyszy mi to nieustannie, a nasila się właśnie na samym końcu tej części, kiedy to księżniczka poznała prawdę o relacji, jaka łączyła jej przyjaciółkę z Dymitrem - lepiej późno niż wcale, prawda? - a mimo to zdecydowała się na to, by padło to jedno, głupie stwierdzenie, a mianowicie: kochasz go bardziej niż mnie. Nigdy, ale to nigdy nie miałam tak ogromnej ochoty na rzucenie książką w ścianę. Mam wrażenie, że autorka nieustannie próbuje nas przekonać do postaci Dragomirówny, ale z marnym skutkiem - przynajmniej w moim odczuciu. Lissa postrzegana jest jako miła, troskliwa, spokojna, ale jednocześnie charyzmatyczna osoba, która chce przede wszystkim dobra ogółu. Dla mnie to niestety kolejna rozpieszczona arystokratka, której wyjątkowość nieco namieszała jej w główce. Nie uważam zatem, aby akurat ona zasługiwała na przyjaciółkę taką, jaką jest dla niej Rose, która do tej pory poświęcała wszystko właśnie dla  morojki. Na szczęście takie emocjonalne wzburzenie w czytelniku też trzeba umieć stworzyć, co niewątpliwie jest kolejnym plusem.
                   Obecnie przypominam sobie kolejne części - powoli kończę czwartą, a na półce czekają dwie następne, dlatego też ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czy Pocałunek Cienia jest moją ulubioną. Zdecydowanie jednak wybija się ponad poprzednimi książkami z tej serii. 

P. 

niedziela, 22 lipca 2018

5. Richelle Mead - W szponach mrozu


Tytuł: W szponach mrozu
Seria: Akademia wampirów
Autor: Richelle Mead
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 

Nazywam się Rose Hathaway. Mam siedemnaście lat i szkolę się w ochronie wampirów i zabijaniu strzyg. Jestem beznadziejnie zakochana w niewłaściwym mężczyźnie, a moja najlepsza przyjaciółka wykazuje zdolności magiczne, które mogą doprowadzić ją do obłędu.
Cóż, nikt nie powiedział, że szkoła średnia to bułka z masłem.

Zuchwały atak strzyg na szanowaną rodzinę morojów wstrząsnął uczniami Akademii. Nadchodzi przerwa świąteczna i by zapomnieć o tragedii, wszyscy wyruszają do luksusowego kurortu narciarskiego. Rose jednak trudno myśleć o wakacjach. Do grona nauczycieli dołączyła legendarna strażniczka… jej matka. Na domiar złego Dymitr interesuje się inną kobietą, Mason nie ukrywa, że z chęcią zamieniłby przyjaźń na coś więcej, a tajemniczy i arogancki nieznajomy wpada na dziewczynę częściej, niżby sobie życzyła. 
Pośród sennych zimowych krajobrazów kryje się jednak niebezpieczeństwo. Czy Rose zdoła w porę je dostrzec? 



                   Kolejna część serii stworzonej przez Richelle Mead zdecydowanie obroniła się zachowaniem klimatu, charakterami bohaterów oraz wszystkimi cechami typowymi dla opowiadań, które wyszły spod pióra tej właśnie autorki. Dlaczego zatem czytając drugą część Akademii Wampirów, nie potrafiłam pozbyć się nieodpartego wrażenia zawodu oraz niedosytu związanego z tym konkretnym dziełem?
                   Przykrą niespodzianką był dla mnie sam prolog, w którym Rose, jako narratorka całości wydarzeń, streściła nam wszystkie wydarzenia znane z pierwszej części. Fabularnie był to przeskok czasowy skupiony wokół zaledwie kilku tygodni, jednak ja, sięgając po wspomnianą książkę zaledwie dzień po tym, jak skończyłam czytać poprzednią, czułam się tak, jak gdybym dostawała na tacy odgrzewany kotlet. Staram się zrozumieć zamysł autorki, jednak w mojej opinii zadaniem prologu jest zachęcenie czytelnika do kontynuowania przygody z daną książką oraz sprawienie, by dalsze losy bohaterów czytał z wypiekami na twarzy. W tym przypadku został osiągnięty efekt zupełnie odwrotny; czułam znużenie już od pierwszej strony. Jedynym argumentem, jaki przychodzi mi do głowy, by opowiedzieć się zdecydowanie za takim zabiegiem jest fakt, że niektórzy mogliby sięgnąć po tę część zupełnie przypadkowo, bez zapoznania się z jej poprzedniczką - w porządku. Wtedy takie streszczenie działa bardzo dobrze, jednak szczerze wątpię, że przy popularności tej serii ktokolwiek zdecydował się na pominięcie pierwszej części przygód dampirki Rose. 
                   Książkę niewątpliwie możemy podzielić na dwie części; wydarzenia, które mają miejsce w Akademii Świętego Władimira oraz te, które skupiają się na wyjeździe do luksusowego kurortu narciarskiego - miała być to forma odreagowania stresu związanego z niepokojącymi wydarzeniami ze świata morojów. Rose, mająca odbyć egzamin poza murami szkoły, wraz ze swoim instruktorem oraz obiektem westchnień - Dymitrem - udała się zatem do domu jednego z najwybitniejszych strażników. Na miejscu doszło jednak do masakry z udziałem strzyg - najniebezpieczniejszych stworzeń w świecie wykreowanym przez Mead. Dodatkowym czynnikiem budzącym strach stały się również zerwane osłony, które sugerowały, że udział w wydarzeniach mieli ludzie. W świecie wampirów zapanował zatem chaos; rodziny królewskie nie czuły się bezpiecznie, wiele osób zrezygnowało z przyjazdów do rodziny, zaś sama Rose przeżywała własne dramaty związane z pojawieniem się w szkole jej matki. Rozwiązaniem na to wszystko, przyznaję, że dość niekonwencjonalnym, miał się okazać wyjazd na stok narciarski przystosowany do potrzeb morojów z najważniejszych rodów. To właśnie tam nasi bohaterowie mogli odreagować, zawęzić dotychczasowe relacje, ale jednocześnie nawiązać nowe. Warto tutaj wspomnieć o pojawieniu się nowych postaci takich jak Tasza Ozera - ciotka Christiana, morojka zaprawiona w boju i zwolenniczka rewolucyjnych nastrojów, a także długoletnia przyjaciółka Dymitra, z którym była gotowa stworzyć związek - czy Adrian Iwaszkov - krewny królowej, szczerze zainteresowany nie tylko Rose, ale również jej relacją z Lissą oraz tajemniczą więzią, która stała się okazją do zapoznania się z szerszym zastosowaniem tak zwanej mocy ducha, jaką dysponowała księżniczka. Niestety, to było zdecydowanie za mało; sympatyczna Tasza czy ironiczny, wiecznie upojony alkoholem Adrian nie mogli udźwignąć całego ciężaru odpowiedzialności za to, by książka stała się bardziej interesująca. Poza motywem przewodnim - coraz śmielszymi atakami ze strony strzyg we współpracy z ludźmi - nie otrzymaliśmy niczego nowego. Brakowało ewidentnego powiewu świeżości oraz czegoś, co mogłoby zaskoczyć. 
                   Zamiast tego dostaliśmy serię młodzieńczych dramatów. Domyślam się, że większość z Was zaprotestuje, bo to przecież książka dla młodzieży, ale po fenomenalnej pierwszej części osobiście spodziewałam się czegoś.. głębszego. Nieustannie powtarzany schemat momentów, w którym Rose jest przyciągana do Lissy w najmniej odpowiednich chwilach - najczęściej tych spędzanych sam na sam z Christianem, kiedy to ubrania idą w zapomnienie, tak samo, jak myśli Lissy związane z tym, co czuje przyjaciółka. Tutaj muszę nadmienić, że rola Dragomirówny została cholernie mocno spłaszczona. Tak, jak bardzo podobała mi się postawa Hathaway w stosunku do przyjaciółki - nieustanne przekonanie o tym, że jest silniejsza, bardziej wytrzymała i twarda, a na dodatek w przyszłości stanie się jej opiekunką, co nie pozwalało na zawracanie głowy blondynki własnymi problemami - tak jednak Lissą byłam bardzo rozczarowana. Wszystkie jej problemy sprowadzały się do kwestii brania leków, osłabionej magii oraz ewentualnych ćwiczeń z Adrianem, co wywoływało zazdrość Christiana. I tyle. Czasami napomknęła jedynie o tym, że Rose naprawdę powinna zacząć się z kimś spotykać. Ilekroć sięgam po tę książkę, zastanawiam się za każdym razem, jak to się działo, że obca osoba, jaką był Adrian, dość szybko zorientował się w relacji dampirki z jej trenerem, a najbliższa przyjaciółka nie potrafiła tego zrobić? Może zabrzmię niesprawiedliwie, ale w codziennym, zwyczajnym odcieniu przyjaźni, bez magicznych problemów oraz wampirzych dramatów, Lissa wypadła naprawdę słabo.
                   W moich oczach niewątpliwie zyskał Mason - przyjaciel szaleńczo zakochany w Rose. Dziwne, że to Lissa zdołała zauważyć. Zaś Hathaway, wiedziona nieszczęśliwie ulokowanymi uczuciami i zazdrością, postanowiła wykorzystać słabość chłopaka. Wyczuwałam między nimi fajną chemię, nawet jeżeli sprowadzała się ona do tej zwyczajnej, szczeniackiej, dalekiej od tej, jaką można było obserwować między Rose a Dymitrem, którego podejście bądź co bądź musiało być nieco dojrzalsze. 
                   Wyprawa do pobliskiego miasta w celu poszukiwania strzyg była misją samobójczą i należy mówić o tym głośno. Nie byłam zadowolona z takiego rozwoju wypadków, zwłaszcza, że takowy przyniósł jedynie śmierć jednego z bohaterów oraz wyeksponował bohaterską postawę Rose, która pokazała się z naprawdę dobrej strony jako lider, ale również wojowniczka. Niestety, po dziś dzień nie umiem rozszyfrować zamysłu takiego rozwiązania pewnych kwestii w książce. Co więcej mam wrażenie, że tych trzysta stron powstało jedynie po to, by zapchać jakoś czas oczekiwania na kolejną część, a zarazem wcisnąć w wydarzenia momenty istotne dla dalszego rozwoju fabuły, o czym dość szybko przekonujemy się, kiedy sięgamy po ,, Pocałunek Cienia ''. Byłam rozczarowana i osobiście uważam, że ,, W szponach mrozu '' to jedna ze słabszych, a może nawet i najsłabsza część całej serii.

P. 

środa, 18 lipca 2018

4. Richelle Mead - Akademia Wampirów


Tytuł: Akademia Wampirów
Seria: Akademia Wampirów
Autor: Richelle Mead
Liczba stron: 332
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Tylko najlepszy przyjaciel może ocalić ci życie. Zwłaszcza jeśli twój wróg jest nieśmiertelny.
W akademii imienia świętego Władimira wampiry czystej krwi - moroje - uczą się posługiwać swoimi nadnaturalnymi darami, a mieszańce - dampiry - szkolą się na ich opiekunów i oddanych strażników. Posępne mury kryją jednak więcej mrocznych tajemnic, niż można by podejrzewać. Lissie Dragomir, morojce ze szlachetnego rodu, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy dampirka Rose, połączona z nią telepatyczną więzią, zdoła ochronić przyjaciółkę?


                   Akademia Wampirów to niewątpliwie ta seria, do której powracam co jakiś czas z ogromnym sentymentem, nawet jeżeli z wiekiem dostrzegam coraz więcej absurdów, nielogiczności czy dochodzę do wniosku, że typowa drama dla nastolatek nie powinna być dla mnie. Nie odmawiam sobie jednak tej konkretnej przyjemności, skoro niewiele książek jest w stanie wciągnąć mnie tak, jak ta konkretna, kilkuczęściowa historia dampirki Rose oraz jej najlepszej przyjaciółki, morojki z królewskiego rodu - Lissy. 
                  Nigdy nie lubiłam książek pisanych w narracji pierwszoosobowej. Znam wiele opinii osób z mojego otoczenia, iż taka forma niewątpliwie pomaga lepiej wczuć się w sytuację danej postaci, zrozumieć jej intencje i motywy. Niestety, u mnie działa to zupełnie na odwrót; kiedy widzę krótki fragment pisany w ten konkretny sposób, mam ochotę przerwać czytanie już po pierwszej linijce. Nie inaczej było w przypadku mojego pierwszego podejścia do Akademii, kiedy to musiałam przemęczyć kilka stron, aby przyzwyczaić się do faktu, że całość historii jest przedstawiana z perspektywy głównej bohaterki. Mimo to dałam książce szansę i nie żałuję! Oczywiście - akcja umiejscowiona w prywatnej szkole dla wampirów zapowiada nam kolejny dramatyczny przebieg wydarzeń, kiedy to miłosne rozterki bohaterów przyprawiają czytelnika o mdłości. Tutaj jednak mamy bardzo skutecznie zachowaną równowagę - nie brakuje wątków romantycznych, ale są one bardzo ciekawie rozłożone, dzięki czemu każdy może znaleźć coś dla siebie; historia Lissy i Aarona, z którym księżniczka spotykała się, bo tak wypadało; następnie jej rozwijająca się relacja z Christianem, którego rodzina została zhańbiona przed laty, a także zakazane uczucie Rose do instruktora i dorosłego strażnika, który również nie pozostaje obojętny. I chociaż nigdy nie byłam ogromną fanką Dymitra, nie rozpływałam się nad tą postacią i nie piałam z zachwytu, to jednak im dalej brnęłam, tym więcej sympatii względem niego żywiłam. Właściwie nie ma w tej książce postaci, której bym nie polubiła; każdy miał w sobie [i]coś[/i]. Coś, czego nie umiem określić, ale jednak każdy bohater zapadł mi w pamięć - z różnych powodów, ale to niewątpliwie spory plus. Mamy tutaj energiczną, przebojową Rose, której życiowym celem jest chronienie przed niebezpieczeństwami cichej, walczącej z własnymi demonami Lissy; Christian Ozera to niewątpliwie mój numer jeden od pierwszego momentu jego pojawienia się - sarkastyczny, pewny siebie, ale jednocześnie wycofany i nieco lekceważony obserwator, który wie więcej, niż otoczenie mogłoby podejrzewać; Mason jako najlepszy kompan Rose, Dymitr, którego losy również powinny czytelnika zainteresować oraz droga, jaką przebył, by stać się tym, kim jest obecnie, a nawet Mia - próbująca wbić się na arystokratyczne salony morojka, której rodzice pracują u przedstawicieli jednego z królewskich rodów. To szalona mieszanka, przy której nikt nie będzie się nudził, o ile faktycznie spojrzy się na wydarzenia i bohaterów ze swego rodzaju przymrużeniem oka. Sama nie darzę sympatią bohaterek pokroju Rose, ale tych zbliżonych do postaci Lissy również nie - rozpaczliwie szukam książki, w której odnalazłabym swego rodzaju wyśrodkowanie i mieszankę cech każdej z nich. Niestety, bezskutecznie, jednak łącząca dziewczyny więź oraz ich przygody sprawiają, że czuję się usatysfakcjonowana. 
                  Skupmy się jednak na ogóle wydarzeń; główne bohaterki poznajemy w momencie, gdy noc zostaje przerwana przez pojawienie się w ich nowym miejscu zamieszkania strażników z Akademii, którzy zostali posłani, aby sprowadzić Lissę do szkoły, z której jakiś czas temu ona i Rose uciekły. Z biegiem wydarzeń poznajemy motywy ich zachowania oraz dostajemy coraz więcej informacji na temat powodów, dla których księżniczka morojów jest tak bardzo niestabilna emocjonalnie. Większość książki to przede wszystkim ponowne oswajanie się z atmosferą panującą w szkole, gdzie moroje i dampiry mogą czuć się bezpiecznie. Niewątpliwie powiewem świeżości jest tutaj wyraźny podział stworzeń nocy; moroje panujące nad mocami czterech żywiołów, żądne krwi i zabijania strzygi oraz dampiry - pół ludzie, pół wampiry, których zadaniem jest chronienie morojów przed morderczymi strzygami. Autorka wiele kwestii wyjaśnia bardzo dokładnie. Czasami tak dokładnie, że chwilami sama się w tym gubiła - przynajmniej w moim odczuciu. Nie było to jednak coś, co bardzo rzucało się w oczy i zakłócało odbiór całego świata przedstawionego. Ten Mead zaprezentowała naprawdę świetnie; oddanie klimatu stanu Montana, odległości, otoczenia, a także samego budynku szkoły, w którym kryją się liczne tajemnice oraz intrygi. Jedną z nich niewątpliwie jest konflikt na linii Lissa - Mia, która, jak się potem okazało, została wykorzystana przez starszego brata księżniczki, a także podrzucane blondynce martwe zwierzęta. Odkrycie związku między kolejnymi wydarzeniami nie jest trudne, zwłaszcza dla wprawionego obserwatora oraz uważnego czytelnika, ale prowokator wszystkich zdarzeń? Ja byłam zaskoczona! Przynajmniej za pierwszym razem. Dopiero kolejne podejścia do książki pozwalały uchwycić detale, dzięki którym rozwiązanie zagadki wydawało się dość oczywiste, jednak nadal tak samo interesujące. Nie mam pojęcia, co dokładnie ma w sobie ta książka, ale wszystko rozmieszczone jest w niej tak ładnie i ciekawie, że nie sposób się oderwać. Zwłaszcza, że nie jest ona długa - ile bowiem można zawrzeć w niecałych 340 stronach? Niewątpliwie jednak autorka pozostawiła sobie całkiem sprytną furtkę dla rozwoju dalszych wydarzeń, które również miałam okazję śledzić i, o których na pewno tutaj wspomnę. 
                  Tym razem nie będę się rozpisywać; książka ciekawa, ujmująca, pokazująca siłę magii, ale przede wszystkim przyjaźni, której pragnie każdy z nas i to właśnie ona jest motywem przewodnim całej serii. Oczywiście, masa wątków pobocznych sprawia, że nie możemy się nudzić, jednak to niewątpliwie Rose oraz Lissa skupiają na sobie całą uwagę czytelnika. Czy książka jest warta polecenia? Z całą pewnością - nie tylko dla nastolatek, które lubują się w historiach o romansach nauczycieli z uczennicami. Seria idealna, kiedy mamy niewiele czasu, a zależy nam na czymś krótkim, ale fascynującym, nad czym nie zawsze będziemy musieli się mocniej pochylić, by odnaleźć głębię rozgrywanych wydarzeń. Niewiele opisów, a już na pewno nie takich rozbudowanych. Spora liczba dialogów, czasami nawet tych bezsensownych, ale czego spodziewamy się po, wbrew wszelkim pozorom, zwyczajnych nastolatkach, którzy, poza ratowaniem siebie nawzajem i walką ze złem, borykają się z problemami typowymi dla osób w ich wieku? Richelle Mead stworzyła własny, niepowtarzalny świat, oddała jego klimat i wyjaśniła rządzące nim zasady, jednocześnie zachowując nutę tajemniczości, która intryguje aż do ostatniej strony. 


P.